Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzisiaj jest dzień prezentów

piątek, 30 grudnia 2011

Przyjrzyj się dogłębnie swojej dłoni

W wannie czytam Thich Nhat Hanha. Miejsce dobre jak każde inne, ale nie przypadkowe.

Przeczytałam dziś piękny fragment. Przepiszę go za chwilę, ale za nim to zrobię, zanim pomyślałam o tym, aby go umieścić właśnie tu, chciałam go wysłać komuś innemu.
Od pewnego czasu, gdy przychodzi mi do głowy myśl, aby odpowiedzieć na czyjeś zapytanie o rzeczy  ważne i  istotne, o temat wiary, ideologi, sposobu życia i zasad wewnętrznych zatrzymuje się z myślą: komu właściwie chcę odpowiadać, po co i na jakie pytania...? ;)...

I robię kroczek do tyłu, przyglądam się. Nie chodzi o to, że nie mam nic do powiedzenia, bo przecież mam (mój słowny ekshibicjonizm jest nawet przez niektórych uznawany za wyjątkowy (wyjątkowo ekshibicjonistyczny)), ani o to, że nie szanuję osoby, której miałabym opowiedzieć, bo szanuję, ale raczej o to, że często ludzie nie są wcale ciekawi tego dlaczego, jakie i jak inni ludzie budują "świątynie". Są to pytanie retoryczne. Po odpowiedzi każdy musi sięgnąć samemu.
A gdy ktoś uważa buddyzm zen za rodzaj sekty, a przynajmniej medytację za groźną, mogącą otwierać czakry, których człowiek nie powinien otwierać, itd... to czy cokolwiek usłyszałby z tego o czym mówię?...
Chyba nie...

Ale gdyby mnie ktoś spytał o tę religię, czy sposób na życie, czy zadał któreś z innych równie dokuczliwych, acz ważnych pytań, to mogłabym odpowiedzieć słowami, które dziś przeczytałam:

"Czy zdarzyło ci się kiedyś spojrzeć w oczy ukochanej osoby i zapytać z głębi serca: "Kim jesteś, kochanie?". Bez względu na to, które z was spróbuje odpowiedzieć, nie wolno wam zadowalać się zwyczajnymi odpowiedziami. "Kochanie, kim jesteś - ty, co przychodzisz i przyjmujesz moje cierpienie za swoje, moje szczęście za swoje szczęście, moje życie i śmierć za swoje życie i śmierć? Kim jesteś ty, czyje ja stało się moim  ja? Kochanie, dlaczego nie jesteś kropką rosy, motylem, ptakiem, sosną?". Nie zadowalaj się poetyckimi obrazami. Musisz zadawać sobie te pytania, i odpowiadać na nie całym swym umysłem i sercem, całym swoim istnieniem. Pewnego dnia będziesz musiał w ten sposób zwrócić się do osoby, której najbardziej nienawidzisz: "Kim jesteś ty, co wzbudzasz we mnie tak wielką złość i nienawiść? Czy jesteś ogniwem łańcucha przyczyn i skutków, ogniem, który hartuje mnie na mojej ścieżce życia?". Innymi słowy: "Czy jesteś mną samym?". Musisz stać się tą osobą. Musisz stać się jednym z nią, przejmować się tym, czym ona się przejmuje, cierpieć jej cierpieniem, doceniać to, co ona docenia. Ta osoba i ty nie możecie być "dwiema" osobami. Twoje ja nie może być oddzielone od jej ja. Ty jesteś tą osobą, tak samo jak jesteś osobą, którą kochasz, i tak samo jak jesteś sobą samym.
Kontynuuj praktykę, aż dostrzeżesz siebie w najbardziej okrutnym i nieludzkim przywódcy politycznym, w najbardziej sponiewieranym torturami więźniu, w najbogatszym człowieku świata i w głodującym dziecku, z którego zostały już tylko skóra i kości. Praktykuj, aż dostrzeżesz swoją obecność we wszystkich ludziach w autobusie, metrze, w obozie koncentracyjnym czy w polu, w liściu, w gąsienicy, w kropli rosy, w promieniu słońca. Medytuj, aż zobaczysz siebie w drobince pyłu i w najodleglejszej galaktyce."

To jest religia, którą "wyznaję". To jest religia, którą praktykuję.

Swoją drogą z Thich Nhat Hanha to jest jednak poeta ;)... :D.

***************

K. dziś powiedział: "I co, obraziłaś się na program, tak?", gdy rozpłakałam się zła, że nie wiem, jak działa program, którym się posługuję. Najpierw poczułam jeszcze większe rozgoryczenie, ale później uśmiechnęłam się... ;). Tak. Obraziłam się na program komputerowy :D.

4 komentarze:

  1. "Mam znajomego, który tak się przejął hinduską filozofią, że chodzi na zebrania joginów i tam się modli. Ale modli się do Boga, który nie jest "Kimś" lecz "czymś": Mocą, Pierwszą Przyczyną, Pierwszą Iskrą. Modli się do samego płaszcza, a nie do Tego, kto w tym płaszczu chodzi. (...) Chrześcijaństwo to osobisty kontakt z Jezusem, spotkanie oko w oko, twarz w twarz, ręka w rękę, noga w nogę. To spotkanie z Przyjacielem". /ks. Jan Twardowski.Poeta. "Taka jest moja wiara" 2011/

    Ja wolę wierzyć tak. Więcej z tego mam, niż ze świadomości, że muszę się codziennie bardzo w medytacjach wysilać po to tylko, by kiedyś (być może -jeśli się bardzo postaram), w oczach chomika syryjskiego lub bin Ladena zobaczyć cząstkę siebie.

    Pozdrawiam noworocznie życząc w 2012 licznych objawień Miłości, Radości i wewnętrznego Pokoju. Bo tylko tych wartości każdy człowiek na różne sposoby w swoim życiu szuka.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Różnić się jest pięknie. Również pozdrawiam i życzę tego samego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sutra serca mówi, że pustka jest formą, a forma pustką. Dlatego równie dobrze można powiedzieć:

    Praktykuj, aż przestaniesz dostrzegać swoją obecność we wszystkich ludziach w autobusie, metrze, w obozie koncentracyjnym czy w polu, w liściu, w gąsienicy, w kropli rosy, w promieniu słońca. Medytuj, aż przestaniesz widzieć siebie w drobince pyłu i w najodleglejszej galaktyce."

    Cóż to za skupienie na Ja? Wszędzie Ja? To nie buddyzm tylko narcyzm ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak :)... Ale bardzo sympatyczny ;). To zresztą i tak to samo. Równie dobrze można bowiem powiedzieć, praktykuj, aż zaczniesz dostrzegać swoją obecność... ;) itd... Piękny wschód słońca był dzisiaj. Dziękuję za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)