Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzisiaj jest dzień prezentów

wtorek, 21 lutego 2012

Nic nie zdarza się przypadkiem

Tizziano Terzani.

"Historia tej podróży nie jest dowodem na to, że nie ma lekarstwa na pewne choroby i że wszystko, co uczyniłem, szukając go, niczemu nie posłużyło. Przeciwnie: wszystko, łącznie z samą chorobą posłużyło bardzo wielu rzeczom. W ten sposób byłem zmuszony zrewidować moje priorytety, zastanowić się, zmienić perspektywę, a przede wszystkim zmienić życie."

"Kronika ostatniej podróży sławnego dziennikarza - wieloletniego korespondenta "Spiegla" w Azji - która stała się wyprawą w głąb siebie. Już ciężko chory, Terzani odwiedza i portretuje Amerykę, włóczy się po Indiach, powraca do Chin, odkrywając dla siebie tamtejszą medycynę, duchowość i spokój. Przypadkowe spotkanie ze starym mędrcem w Himalajach wyznacza koniec wędrówki w poszukiwaniu najważniejszego: harmonii ze światem i samym sobą... Piękna książka o urodzie życia, rozumie i szaleństwie, nauce, magii i odchodzeniu."

Takie są między innymi oficjalne recenzje i wstępy do tej książki.

Długo zbierałam się w sobie by o niej napisać, a i tak brakuje odpowiednich słów.

Do czytania jej zostałam zaproszona w bardzo szczególny sposób i przez wyjątkową osobę. Panią Basię, która prowadzi zajęcia fit-jogi, na które uczęszczam dwa razy w tygodniu od września. Któregoś dnia, przed świętami, powiedziała, żebyśmy podczas wykonywania asany drzewo ;), uśmiechały się wewnętrznymi kącikami oczu. Dodała, że takie ćwiczenie zaleca autor "Nic nie zdarza się przypadkiem" i że ona poleca każdemu tę książkę.

Po takiej reklamie książkę zamówiłam i w ciągu kilku dni była już u mnie ;).
Od pierwszych stron bardzo, bardzo mocno uderzył mnie i zaskoczył egocentryzm autora, narratora, bohatera. Tak właśnie. Wszystko co bohater robi, co opisuje jest sygnowane: "jestem chory na raka. To najważniejsze. Jestem najważniejszy." JA JA JA....
Reszta świata może pomóc odnaleźć, najpierw lekarstwo na raka, później cudowny sposób na wewnętrzny spokój...

Wiem, wiem... To, że tak, a nie inaczej odczytuję tę książkę również jest jak pieczątka zostawiona przez moje "ja" ;).

Wrócę jednak do Terzaniego, bo rzecz jasna, ta ponad 700 stronicowa opowieść niesie bardzo wiele, różnych wartości. Podpierając się ogromną wiedzą autor krytycznie przygląda się i omawia różne rodzaje medycyny alternatywnej. Już samo to powoduje, że warto po książkę sięgnąć. Piękne są nawiązania do kultury, tradycji, historii i religii Azji. Niesamowita wiedza autora poparta własnym doświadczeniem jest nie do przecenienia.
Warto także z 1000 innych powodów. Istotne dla mnie osobiście było spojrzenie z punktu widzenia chorego. Ów egoizm, ale i potrzeba oddzielenia się od reszty zdrowego świata. A nawet w przypadku bohatera tej książki i od reszty innych chorych. Bardzo ważne gdy ma się w bliskim otoczeniu osoby dotknięte w jakiś sposób nowotworem, szpitalami, leczeniem. Ich zamykanie się, milczenie, poczucie (zapewne słuszne), że ktoś kto tego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć i własna niemoc, bezsilność to wyjątkowo trudne doświadczenia. "Nic nie zdarza się przypadkiem" trafiła do mnie w idealnym (nieprzypadkowym ;) ) więc momencie. Zderzenie z tak szczerze i bezpośrednio opowiedzianą drogą odcięcia się i poszukiwania z dala od najbliższych było dla mnie wręcz szokiem.

Nie mogę też przejść obojętnie, wobec faktu, że droga Terzaniego nie jest dla wszystkich. I nie chodzi wyłącznie o aspiracje duchowe. Autor/bohater ma komfort nie tylko psychiczny, przyzwolenie mądrej i kochającej żony, akceptację i cierpliwość ze strony dzieci, przyjaciół, ale również nie musi martwić się o kwestie finansowe. Nie łatwo odepchnąć od siebie uczucie buntu, poczucie niesprawiedliwości, gdy opisywane jest leczenie w najlepszej klinice w Nowym Jorku, podczas gdy ma się świadomość, albo i konkretną wiedzę, o tym, jak nie wiele osób może sobie na to pozwolić, i jak wiele osób pozostanie wręcz pozbawionych możliwości leczenia...

Podobnie rozwój duchowy... Ilu  czytelników mogłoby sobie pozwolić, aby w ciągu kilku lat zwiedzić tak wiele miejsc, być u tylu uzdrowicieli i w tak różnych klinikach?...

Książkę można czytać wyłączając tę świadomość, ale ja, niestety, nie potrafię :(... Nie potrafiłam przeczytać jej bez pewnego żalu, może odrobiny zazdrości, i tego zdziwienia, że można być takim egoistą. Że choroba i chęć/potrzeba rozwoju duchowego, znalezienia ratunku dla ciała i dla umysłu (duszy) może nieść taki ładunek nastawienia na siebie, na JA.

Oczywiście to, że a) postrzegam właśnie w ten sposób to co autor opisuje (a co rzecz jasna może być tylko wycinkiem jego tzw. rzeczywistości ;) ), a b) że budzi to we mnie takie, a nie inne odczucia, jest moim indywidualnym "problem"... Nie mniej jest ;).

Cokolwiek jednak bym nie napisała - gdybym miała przeczytać tę książkę jeszcze raz, przeczytałabym.
Warto znaleźć czas na te kilkaset stron... na tę długą (?) podróż... Wgłąb zarówno Ameryki (wnikliwa retrospekcja), Europy (również krytyczne spojrzenie),jak i Azji (wręcz szokująca wiedza), ale przede wszystkim wgłąb siebie... :). Czytałam "Nic nie zdarza się przypadkiem" ponad miesiąc... dając sobie czas na przyswojenie, przemyślenie, "przetrawienie" treści i ładunku jaki niesie... To była (jest) bardzo wartościowa podróż....


2 komentarze:

  1. Czytałam tą książkę. Pamiętam szczególnie jedną naukę, jaka z niej płynie: świat dzieli się na świat ludzi chorych i ludzi zdrowych. To są dwa zupełnie inne światy. Jest to inna wersja starego przysłowia, że "zdrowy chorego nie zrozumie". Na każdym kroku widzę, że tak jest.
    Pozdrawiam;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moją uwagę zwrócił również ten aspekt...

    OdpowiedzUsuń

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)