Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzisiaj jest dzień niewinności

sobota, 12 maja 2012

Śmierć. Ostatni etap rozwoju

"(...) wszyscy musimy zmierzyć się z naszą skończonością długo przed tym, zanim staniemy się śmiertelnie chorzy." /Elizabeth Kübler-Ross/

Dokładnie rok temu odbył się pogrzeb Rafała... Dzień wcześniej, a więc 11 maja dowiedziałam się, zupełnie się tego nie spodziewając, że Rafał nie żyje. (o ile dobrze liczę, a umarł w piątek, to było to 6 maja).
Wszystko co się zdarza, czego doświadczamy, co widzimy, w czym bierzemy udział... - wszystko to jest ważne i czyni nas, naszą rzeczywistość inną...
Ale są takie momenty, po których zmiana jest wyjątkowa. Po których czujemy, że "już nic będzie takie samo jak przedtem". To mogą być dobre chwile, a mogą być takie, których nie chcieliśmy.
I chociaż zwykle okazuje się, że NIC jest pełne dramatyzmu tylko przez jakiś czas, to jednak zmiana ta okazuje się być bardziej znacząca niż pozostałe...

W moim życiu więcej było takich aktów o pozytywnym wydźwięku, takich, które mnie wzbogaciły, które dały mi siły, radość na samo wspomnienie, nie waham się nazywać ich cudami. Niektóre z czasem blakną, ale wystarczy zamknąć oczy by znaleźć się znów w tej niesamowitej rzeczywistości.

Jak nazwać doświadczenie śmierci kogoś bliskiego? Odejścia przyjaciół, choroby? Użyte wcześniej słowo "pozytywne" jakby tu nie pasuje, ale "negatywne" też nie jest na miejscu. To są również wzbogacające wydarzenia, a aspekt końca nadaje temu czego/kogo dotyczą jeszcze dodatkową wartość.

Śmierć Rafała była zupełnym zaskoczeniem. W zasadzie nadal jest absolutnie niezrozumiała. Mimo, że znalazł się racjonalny, "odczarowujący" Rafała powód (choroba alkoholowa), to jednak przypadkowe (?) przystanięcia na torach, może sen pod wpływem alkoholu? okazał się dla niego i dla wszystkich, którzy go znali, jego ostatnim przystankiem.

Wiele razy o nim pisałam i na pewno jeszcze będę.
Nie odczuwam już żalu, ani tęsknoty. Wdzięczność tylko... :). Rafał był darem.
Mam nadzieję, że i ja byłam trochę darem dla niego... ;)
...
[']

14 komentarzy:

  1. Ocieram się o śmierć od bardzo dawna. Dotyczy mnie samej, ale dużo gorsze jest przeżywanie śmierci najbliższych osób i towarzyszenie ocieraniu się o nią przez innych najbliższych. Umierałam z moim tatą i wielokrotnie w tym temacie wypowiadałam się. To była moja jedna z ważnych lekcji, bo umierania trzeba się nauczyć, oswoić z nim, zdawać sobie sprawę, że jesteśmy wtedy bardzo potrzebni osobie, która odchodzi, ale i sobie samym. To piękne uczucie, gdy można być z kimś do końca i trzymając za rękę razem umierać. To jedyny moment, który się nie powtarza. Możemy tylko raz sprawdzić się w tej roli w obliczu śmierci drugiego człowieka. Każda śmierć jest inna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem... Na pewno Twoje doświadczenia, dzięki bezpośredniości, autentyczności ich przeżywania są inne... Bardzo bym chciała kiedyś "oswoić śmierć"...

      Usuń
    2. Odkąd sięgam pamięcią o niej rozmyślałam. Najpierw nieporadnie jako dziecko, potem, stopniowo bardziej zagłębiając się w jej istotę jako racjonalista. I to zagłębianie trwa, czasem nasila się, gdy tak jak Ty kojarzę datę z kimś, kogo już nie ma. Warto oswoić się, bo wtedy śmierć najbliższych, w której uczestniczysz ma inny wymiar, nie tylko traumatyczny z powodu straty bliskiego, ale staje się wzniosłym przeżyciem, które bardzo wzbogaca nas - zostających i łączy w sercu z odchodzącym do końca naszego życia, bo wraca się do tych chwil... chętnie.

      Usuń
    3. Bardzo to trudne... Nie potrafię sobie wyobrazić, że będę kiedyś wracała chętnie do chwili, gdy ukochana osoba, rodzina, przyjaciel, zwierzę, było ze mną po raz ostatni. Do chwili, która w tym wymiarze kończy i jak napisała Gosia poniżej jest ostatnią kartą. Zamyka. Na amen.

      Zen uczy, że każda chwila, wszystko co się zdarza, jest ostatnią (bo jedyną) chwilą, która istnieje. Ani ja, ani Ty tutaj/teraz już się nie powtórzymy. A jednak ta naiwna świadomość, ta ego-świadomość, ja-świadomość myśli, że jeszcze kiedyś spotkamy się tak samo. I choćbym nie wiem jak się starała, nie potrafię temu zaprzeczyć. Nie spotkam już Rafała, nie zamienię z nim słowa, ale z Tobą, z EM, czy z wieloma ludźmi tak. I w pewnym aspekcie to jednak będzie ta sama Ty, ta sama ja...

      Ech... Chciałabym być mądrzejsza. Ale póki co przyglądam się temu, słucham uważnie. Pozwalam by to "oswajanie" biegło swoim torem... Przynajmniej by śmierć, umierania nie była intruzem.

      Usuń
    4. choć płaczę (tyle już lat) - wracam, pamiętam każdy moment naszego pożegnania, jakby żył, dlatego chętnie to robię. I nadal będę wracała, bo czas moich ran nie zagoił.
      Nigdy nie jest dobry moment na umieranie, można się przygotować, ale tak naprawdę sprawdzić dopiero w momencie śmierci bliskiej osoby.
      To temat morze.

      Usuń
    5. ... Temat na długą noc na tarasie.... :)... (na przykład)

      Usuń
  2. ....pięknie mówisz o swoich odczuciach wobec śmierci, wobec zdarzeń, które zmieniają całe nasze dotychczasowe życie. tylko Miłość i Śmierć jest w stanie to uczynić, bo już nawet choroba jest czymś innym, czymś "mniej gwałtownym". to jak ostatnia strona książki - zamykasz ją i koniec. może być jakiś cd. ale tamtej już nie dopiszesz ani słowa. (...) :) ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :(... EM, Twoje doświadczenia też są wyjątkowe... tak - ostatnia strona, ale posłowie (wobec E.), Ty sama napisałaś bardzo bogate. Dziękuję Ci za to...

      Usuń
  3. ...:)....co to znaczy "oswoić śmierć" ? przestać się jej bać, czy nie stawiać jej pytań, uczynić ją obojętną, przeźroczystą....?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczynić ją częścią codzienności...?

      Usuń
    2. mogę jedynie odpowiedzieć bardzo osobiście, subiektywnie. Jeśli ktoś wiele lat ociera się o śmierć inaczej na nią patrzy, czasem w śmierci widzi wybawienie, ulgę, wręcz prosi o nią, wtedy widzi jej głęboki sens. I w tym aspekcie oswajanie śmierci jest jakby naturalne, samoistne. Inaczej, gdy przychodzi nagle i zabiera kogoś bliskiego. Taka śmierć będzie zawsze bezsensowna, będzie intruzem i z taką nigdy nie da się oswoić.
      W każdym jednak wypadku jest częścią życia.

      Usuń
  4. Pewien mistrz zen gdy poczuł, że śmierć się zbliża, stanął na głowie i tak zmarł. Chciał w ten sposób zaoszczędzić uczniom cierpienia związanego ze swym odejściem. Niestety skonsternowani uczniowie ni jak nie mogli poruszyć jego ciała i stał tak dopóki nie wezwano jego siostry, mniszki z innego klasztoru. Ta widząc sytuacje zawołała do zmarłego "całe życie mąciłeś ludziom w głowie i widzę, że robisz to nadal po śmierci". Na słowa te ciało mistrza opadło na ziemię, czy coś takiego - nie pamiętam dokładnie.
    Śmierć bliskich, lub osób które kochamy, niewątpliwie wiąże się z bólem. Gdy umierał mój ojciec nie potrafiłem z nim mówić o śmierci, on chyba tego nie chciał. Był jak indianin umierający w samotności, chciał tylko, by ktoś był tuż obok, zupełnie jakby chciał jak najdłużej nacieszyć się obecnością drugiego człowieka. Zapewne czuł, żal, poczucie straty... tego mogę się tylko domyślać.
    Ludzie udają, że śmierć nie istnieje- może mają rację, a nasi bliscy są nadal tuż obok. W chmurach, w deszczu, w grudkach ziemi, w pyle kwitnących sosen. Wiem, że gdy będę umierał, będę czuł smutek, że to już, że życie minęło tak szybko. Chciałbym tylko nie stracić nadziei na to, że śmierć nie różni się niczym od narodzin, to tylko kolejny etap.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego Ci życzę z całego serca... :). Sobie też.

      Usuń

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)