Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzień przypływu dobrostanu, miłości i piękna we wszystkich sferach życia

niedziela, 28 października 2012

le quatro volte

Dostałam film, ku inspiracji od Anki Wrocławianki...
Dziękuję Aniu, bo wiem, że to z wielkiego serca Twojego było przesłanie :)...

Film, do którego najprawdopodobniej nie dojrzałam, gdyż prawie cały czas zastanawiałam się: o czym to właściwie jest?... I dlaczego ja to oglądam? Czy powinno mnie boleć? Czy powinnam czuć smutek? Czy ten film ma mnie zainspirować do płaczu?... Do czego powinien zainspirować?...

Jasne, że te wszystkie pytania są nie na miejscu. A może one są na miejscu ;), ale nie mają znaczenia.
Obraz poruszający. W pewnym momencie, gdy umarła maleńka koza, poddałam się... Ale nie jest to taki akt poddania gdy godzimy się na życie takie jakie jest. To taki akt poddania z bezsilności...

Być może gdyby R. nie była właśnie w depresji, gdybym nie czuła się bezsilna w tej sprawie, gdyby tak bardzo nie przypominała psa z filmu i starego człowieka jednocześnie, to może inaczej bym "przeczytała" ten film.
Może gdybym była w innym miejscu.
To na pewno piękny obraz. Opisany jest pięknie (opis przeczytałam dopiero po obejrzeniu), przedstawiony jako film o duchowości, kino medytacyjne.

Tylko dlaczego jest to medytacja nad umieraniem. Nad bezsilnością człowieka, nad bezsilnością psa, nad niemocą kózki, nad tym, że nikt im nie pomógł?... Dlaczego to medytacja o wycinaniu drzewa? No pewnie z drzewa jest węgiel, z węgla ciepło, tylko jaki sens tego? Skoro koło narodzin i śmierci nigdy się nie  kończy, a dodatkowo w tym akurat obrazie jest przedstawione z takim właśnie przesłaniem o tym, że nie było nikogo, kto by usłyszał wołanie, nikogo, kto by zrozumiał, odpowiedział...?

Nic nie znaczące śmierci. Czy znaczące coś życia?...

Dla mnie był to bardzo, bardzo smutny film. Na pewno zapamiętam go na długo. Być może, w którymś momencie życia zaakceptuję to wszystko o czym mówi? A może odnajdę swój własny film :)?...

Kto wie?

Jeśli zaś chodzi o sam film jako dzieło sztuki filmowej - to jest to obraz genialnie nakręcony, świetny dźwięk, piękne ujęcia i kunszt!...

Najlepiej, moim zdaniem, oddaje go recenzja zamieszczona tutaj: [10. MFF ENH] Pasterz, koza, drzewo, chociaż i w niej znalazłam nieścisłość (odnoszącą się do kózki, która wyszła z wąwozu tyle, że zbyt późno, by dogonić resztę stada, a nie jak pisze autor recenzji, iż była zbyt mała by się wydostać)...

A poniżej zdjęcia tytułowe.
Pierwszy obraz widnieje na okładce egzemplarza, który pożyczyła mi Anka Wrocławianka.

 

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)