Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzień przypływu dobrostanu, miłości i piękna we wszystkich sferach życia

czwartek, 14 lutego 2013

Lincoln (2012)

Kiedy siadałam do napisania tej notki, w mądrościach wschodu pojawiła się taka o to myśl:

"Wolność jest jak powietrze na szczycie góry. I jedno i drugie nie do zniesienia dla słabych."

:). Lincoln był silny.

Film zrobił na mnie niesamowite wrażenie i nie zmieni tego fakt, że amerykański patos patriotyczny jest tu na granicy dobrego smaku...


W filmie jest wiele scen, do których będę wracać, dzięki grze aktorskiej odtwórców głównych ról i wyjątkowym emocjom, jakie udało im się oddać. Trudno byłoby ich nie poczuć. Coś niesamowitego!

Daniel Day-Lewis:


jako Abraham Lincoln... Nie napiszę tu nic nowego. Idealnie zagrany... Daniel Day-Lewis ma bogate doświadczenie sceniczne i wydaje mi się, że jest to widoczne w filmie... Kto obserwuje swoich ulubionych aktorów na scenie (choćby dzięki teatrowi telewizji) i w filmie, wie o czym mówię... :).

Sally Field:

równie fantastyczna rola. Nie do końca, jak dla mnie, wiarygodna, ale być może to kwestia zupełnie niezależna od aktora i jego gry, czy reżyserii.

Do historii przejdzie scena kłótni między Pierwszą Damą, a jej mężem. To właśnie tu, aż skrzy, huczy (fakt, że za oknem właśnie trwa burza) i energia piorunów roznosi salę kinową!... Coś niesamowitego!... Poczułam skórą, we włosach, w opuszkach palców tę energię: ból, rozpacz na granicy histerii, a może już jednak poza nią, gniew i żal. I chłodną odpowiedź Lincolna... - gdzie pod powierzchnią spokoju kipi podobny wulkan, nie wolno jednak pozwolić mu wybuchnąć. Taki płacz do wewnątrz, krzyk do wewnątrz. Fantastycznie oddane!

(wydaje mi się, że to inna scena, wcześniejsza...)

Tommy Lee Jones:



Nie wiem, czy ktoś inny potrafiłby tak dobrze zagrać ból i determinację w dążeniu do jego przerwania. 13-a poprawka to autorskie dzieło Thaddeusa Stevensa, poświęcił jej całe swoje życie i w ostatnim akcie musiał okazać zimną krew. Udało mu się, choć i tu widać kipiące emocje... :). 

Poza tym... Poza tym idea wolności i równości warta jest nawet tak przerysowanego filmu... :). 

Polecam z całego serca. Warto spędzić w kinie te ponad 2,5 godziny (wliczając 30 minut reklam).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)