Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzisiaj jest dzień prezentów

poniedziałek, 25 listopada 2013

Amadeus - piękno (nie)skończone


Wczoraj byłam na spektaklu AMADEUS Tetatru Polskiego w B-B.
Nie wiem, jak pisać o sztuce, chyba nigdy dotąd tego nie robiłam, mimo, że do teatru bielskiego chodzę dosyć często...

Ale powiem tak: jeszcze długo po opuszczeniu kurtyny oczy miałam pełne łez...


A o sztuce można przeczytać na stronach teatru:
http://www.teatr.bielsko.biala.pl/spektakle/amadeus.html
w serwisie Teatr dla was (kilka zdjęć):
http://teatrdlawas.pl/teatr/tdw/index.php?option=com_content&task=view&id=26654
w Pełnej Kulturze (tu też zdjęcia):
http://www.pelnakultura.info/t/impreza/amadeus.html

Jeśli będziecie mieć okazję (niestety ani w grudniu, ani w styczniu Amadeusa nie grają), to bardzo, bardzo gorąco polecam...

Niesamowita muzyka, konflikt pomiędzy geniuszem o dość pospolitym i wulgarnym nawet w sposobie bycia, a wyrafinowanym, choć miernym kompozytorem, który zawarł pakt z Bogiem, konflikt między owym kompozytorem a samym Bogiem, konflikt między Amadeusem, a jego ojcem (ciągle gdzieś w tle) i oczywisty konflikt pomiędzy tym, co wyrasta poza współczesność, ponad nią..., a oczekiwaniami tejże...

Podłość, ale podłość, która bierze się z bezsilności, ze świadomości własnej ułomności...
Nie każdy może skomponować muzykę Bogów, ale i nie każdy może ją usłyszeć... Cierpieniem wielkim jest dla Salieriego możliwość usłyszenia w muzyce Mozarta tego, czego zdawałoby się nikt inny nie słyszy, jednocześnie ma on świadomość niezbyt boskiego stylu bycia Mozarta i niestety - własnej miernoty... To wszystko rodzi ból tak wielki, że trudny do wytrzymania. Słyszeć głos Boga, w muzyce znienawidzonego Wolfganga, bezskutecznie próbując samemu tym głosem przemawiać...

Kto z nas tego nie doświadczył? Nazywamy to zawiścią. Jest równie niszcząca jak nienawiść...

Popłakałam się, bo okrucieństwo Salieriego, dotyka i mnie. Jego niemoc twórcza, jego słabość i jego złość na lepszego (lepszych) od siebie... przykre to może, ale odkryłam w Salierim cienie mnie samej... Zwłaszcza w tej sztuce, w tej scenografii, w poetyce i z muzyką rozbrzmiewającą w tatrze jakby to był sam Wiedeń....
Pomyślałam - jak mało brakuje, jak cienka jest granica między obojętnością, a nienawiścią, między poczuciem, że jest się gorszym, a zawiścią w stosunku do tych lepszych... ;/...
Tak strasznie żal mi było Mozarta... Tak bardzo nie rozumiem tego co zrobił Salieri... Wijący się Amadeus wśród nut, w agonii dopisujący ostatnie partie wokalne Lacrimosa w Requiem... i ta niesamowita muzyka, a w tle zupełnie obojętny Salieri... ;).

Nie są to sceny, obok których dałoby się przejść obojętnie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)