Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzisiaj jest dzień karmienia (się też) miłością :)

sobota, 22 października 2016

Koncert The Cure

Od koncertu minęły już dwa dni, a ja mam ciągle przed oczami Arenę, wyświetlające się obrazy i muzykę. Wciąż czuję lekkie drżenie, a na ustach pojawia się uśmiech zachwytu, lekkiego zadziwienia i satysfakcji. Wzrok mam pewnie dość nieobecny ;). Głos Roberta rozbrzmiewa w uszach, gitary (bas!), perkusja i klawisze (!)... niektóre fragmenty słyszę wyraźniej inne mniej, ale wibrują we mnie dźwięki i wrażenia, a ja czuję się jak wyrzucona na brzeg ryba... Dobrze, że tak wiele nagrań jest w sieci..


To był mój pierwszy koncert The Cure i w ogóle pierwszy duży koncert. Spodziewałam się znacznie więcej szaleństwa na płycie :), trochę się nawet obawiałam, a tymczasem było bardzo grzecznie i spokojnie, choć emocji nie brakowało...

Ale najpierw była podróż: do Katowic samochodem, później busem*; spacer do hali Areny - w deszczu rzecz jasna ;), odstanie w kolejce do bramki, do szatni, coś zjeść (ja to jednak potrzebuję raz dziennie coś ciepłego, choćby to miała być tylko zapiekanka, ale hot-doga nie polecamy**), a później już płyta, gdzie zajęliśmy bardzo wygodne miejsca siedzące..., które po krótkim oczekiwaniu okazały się bardzo dobrymi miejscami stojącymi :).


Zespół The Twilight Sad zasaportował bardzo fajnie, mnie się podobało :).


No, a później był pierwszy utwór:


gęsia skórka na rękach, bicie serca, mokre oczy i temu podobne, dość w sumie oczywiste symptomy :D...

Później już, jak się to mówi: leciało, czas przyspieszył i z pewnym zaskoczeniem przyjmowałam fakt, że kolejne utwory kończą się "tak szybko" ;)... (setlista na końcu wpisu).

Kilka utworów sobie tu zachowam (choć życie tego typu nagrań na YouTube jest dość niepewne).

Na początek Charlotte Sometimes,


The Last Day od Summer


i, aby domknąć, It Can Never Be The Same ;):


No i jeszcze, bo nie mogę jakoś się rozstać... 


Inne, też moje naj! dał Mario na swoim profilu (post dla znajomych):)...

Trzy godziny świetnego grania... !

Kilka (naście zdjęć) poniżej ;)










I jeszcze takie:


Piękny koncert, moc wzruszeń, fantastyczne przeżycie... :). Towarzystwo też nie bez znaczenia ;)

Lista utworów:

Plainsong
Pictures of You
Closedown
High
A Night Like This
The Walk
Push
In Between Days
Boys Don’t Cry
Charlotte Sometimes
The End of the World
Lovesong
Friday I’m in Love
Just Like Heaven
The Last Day of Summer
Want
From the Edge of the Deep Green Sea
One Hundred Years
Disintegration

It Can Never Be the Same
Burn
A Forest

Shake Dog Shake
Fascination Street
Never Enough
Wrong Number

The Lovecats
Lullaby
The Caterpillar
Close to Me
Why Can’t I Be You?


-----
*Z małym falstartem, gdyż niezmiernie zadowoleni gdy w deszczu wypatrzyliśmy duży, ładny busik, podeszliśmy i dowiedzieliśmy się, że Pan jedzie na koncert wsiedliśmy, zajmując pierwsze wygodne miejsca, po czym okazało się, że to nie nasz bus... (mimo, że kierowca początkowo zapewniał, ze tak), przesiedliśmy się więc do drugiego, mniejszego busika, w którym (cytuję niedosłownie M.) "zamiast fantastycznych gotyckich panienek towarzyszyło nam pięciu Januszów koncertu".

**Hot-dog, jak hot-dog, ale ta musztarda... bleee
 

2 komentarze:

  1. zazdroszczę koncertu! byłam na The Cure na Torwarze w Warszawie, niezapomniany koncert! Do Łodzi z bólem serca ale nie udało mi się wybrać... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę Cię dobijać Kasia, ale Twój żal jest słuszny... :). Pięknie było... Nie byłam w Warszawie, ani nigdzie indziej, nie mam porównania, ale z pewnością i ten koncert jest/będzie dla mnie niezapomnianym :)

      Usuń

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)