Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzień spokojnej radości :)

piątek, 7 października 2016

Wakacje na Krecie, czyli o dwóch pchłach ;)

No, tu będzie o jednej, ale tę drugą możecie sobie łatwo wyobrazić, bo to ona robiła zdjęcia, na których jest ta pierwsza... ;). Będą też zdjęcia z telefonu i w ogóle dużo zdjęć będzie, więc jak ktoś czasu nie ma ni weny na oglądanie/czytanie, to obrazek:

I nie trzeba już "czytać dalej" ;).

Na początku było morze...!

I fantastyczne kamienie:

Których zdjęć więcej tutaj...

A tak wyglądałam robiąc zdjęcia powyżej i z powyższego linku:

Sądząc po uczesaniu było to samo przedpołudnie, gdy najpierw spacerowałam morzem:

a później się w nim taplałam, bo na pływanie to fale jednak były za duże...

Można było leżeć w ciepłej wodzie i słońcu...

i się do tej wody oraz słońca uśmiechać :)...

Większość odpoczywających zadowalała się podobnym plażingiem wodnym, bo a) fale, o których wspomniałam uniemożliwiały pływanie jako takie, a b) dno było nawet przy piaszczystej plaży nieprzewidywalne, co nie znaczy, że nie można było się nasycić wodą, morzem, solą, falami (to właśnie zalewanie nimi wywoływało takie uśmiechy na mojej twarzy)...

W sobotę pojechaliśmy do Wąwozu Samaria. 16 km iścia, skakania czasem po kamieniach, na szczęście (a może i nie?), przez większą część w dół... Generalnie schodzi się w dół z 2000 m, do morza...
Zdjęcia są na foto-blogu, a tu ja, głównie podczas fotografowania, ale ponieważ to pamiątka, to niech będzie tutaj :).



Bardzo piękne zdjęcie!

Ale i podczas uśmiechania się do Mario, też są zdjęcia ;)... Czasem nawet złożyło się tak, że akurat nie zrobiłam miny, tylko po prostu się uśmiechnęłam (mam jakiś "tik nerwowy" na widok aparatu).

Fajne były te skały :).


W ogóle fajnie tam było :).


Po takiej "drodze" szliśmy... Kamienie, kamienie i jeszcze raz.. ;)

Prawda, że pięknie? :D

Szło się na palcach, stawiając ostrożnie stopy na.... kamieniach oczywiście, dlatego przez następne dwa dni mieliśmy niejakie problemy z chodzeniem, a przynajmniej z rozchodzeniem się, bo później to się już jakoś szło ;)... (ból łydek).

No wiem, że podobne ujęcie, ale  nie potrafię zdecydować, które zostawić ;).

Jaka faktura skały za mną...

Jaka sosna! Jak tam pachniało... W pierwszym odcinku drogi właśnie pinią - jakby się szło wzdłuż kominków zapachowych - piniowych, niżej doszedł zapach zioła, ale nie jestem pewna jakiego :(...

Znów te skały, a przy okazji widać, że wiatr we włosach miałach ;)

Pod sam koniec trasy jest miejsce gdzie można się napić świeżowyciskanego soku... :)

Nasze dwie szklanki tak wyglądały:

Później był pyszny obiad (saganaki krewetkowe i z serem, mniam!), i powrót, najpierw statkiem, a później autokarem. Jedno zdjęcie miałam na fb jako profilowe, a drugi takie mi M. zrobił ;). Uśmiech bez miny... ;D

Nie wiem, czy teraz będzie w kolejności, ale chyba następne zdjęcia są z fotografowania zachodu słońca...


i następne już z Retimno. Najpierw spacerowaliśmy uliczkami :)...



A później na i wokół twierdzy:




Meksykańskie klimaty ;)

Później znów uliczkami, gdzie spotkałam inne Koty - słodkiego malucha:

Który ślicznie pozował ;)

I od którego nie mogłam się oderwać :).


I trochę większego łaciaka :D.


Po spacerze zasiedliśmy w bardzo uroczym zakątku i zjedliśmy przepyszną kolację :D..., a najpierw degustowałam wraz z M. smaczne, domowe wino ;)


Starając się nie robić min, ale średnio  mi wychodziło ;)...

Kawałeczek KMN też jest widoczny ;)... (tym razem ja robiłam).

Zdjęcie poglądowe (nie wiem kto robił... ;) ).


A jeszcze później, po powrocie miejscowym autobusem wstąpiliśmy do jednej z tawern w Skalecie (jednej z trzech? ;) )...

Pusto tam było... 


No a później był wtorek chyba... :D... I jedyne zdjęcia jakie mam to te z komórki (i chyba oba ja robiłam):


 We środę rano poszliśmy na plażę, mieliśmy jechać znów do Retimno, ale miałam problemy jelitowe... :/... i zostaliśmy przed południem na miejscu i obiad zjedliśmy w jednej z tych trzech tawern :D...



A po obiedzie pojechaliśmy do Retimno i żadne z nas nie wzięło aparatu... :/... ależ mi żal było, że M. nie wziął... on ma taki dar widzenia. Ja go nie mam, albo mam inaczej. W każdym razie wiele ze zdjęć, które pokazałam na fb, zostało zrobionych przez wskazanie Mario... :).
Po spacerze znów trafiliśmy do "naszej" restauracji, gdzie jednym z obsługujących jest Pan, który kojarzy się z Rodziną Adamsów (na zdjęciach go nie mam chyba :(...)...

Naprawdę fajne miejsce, z balkonem :D


Łukowym wejściem:

I głodną foką wysokogórską ;)

;)... a później był już czwartek rano i koty, czekające na duży kubeł jedzenia ;)



I lot powrotny...


Ech.... Tydzień to stanowczo za krótko...

Zdjęcia M. na fb (dla znajomych) tutaj: morza i góry ;), koty i nie tylko (przepiękne kocie portery i kilka zdjęć z uliczek Retimno i zachodu słońca), w czerni i bieli.

Moje zdjęcia na fb (też dla znajomych): Wąwóz Samaria, w pobliżu, Retimno - twierdza, uliczki - drzwi i okna...:D

6 komentarzy:

  1. Miny robisz urocze, więc dobrze, że je pokazujesz, piękne miejsca, fajnie tak o zapachach, roślinach, smakach... mnie to meksykańskie zdjęcie bardzo się podoba, ale ja, to mam swoje fiksy/miksy. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meksykańskie to moje ulubione :) dziękuję M.

      Usuń
    2. :)... Meksykańskie jest fajne :D. Pozdrawiam również...

      Usuń
  2. Jakże piękny jest ten post! Ile w nim słońca, szczęścia! Można się przy nim ogrzać i nasycić. Pieknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Gosiu,że sobie przy nim przystanęłaś... to był dobry wyjazd. Po prostu. :-). Pozdrawiam Cię ciepło i jeszcze promienie słońca przesyłam.

      Usuń

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)