Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzisiaj jest dzień karmienia (się też) miłością :)

czwartek, 19 stycznia 2017

Paterson

Na filmie byłam dokładnie tydzień temu. W Bielsku był on bodajże przez dwa tygodnie i tylko w jednym z kin... W dodatku w bardzo niekorzystnych godzinach (15.15 i 22.00 - chyba po to by zniechęcić). Wielka szkoda.


Mnóstwo jest recenzji tego filmu i wszystkie są dobre... Zdjęć niestety nie mam, nie robiłam w kinie, żal mi było tracić skupienie na pstryk, a kadrów do zdjęcia było mnóstwo i wierzę, że będę ten film miała na dvd, a wtedy uzupełnię opis..

Piękna, choć niejednoznaczna opowieść. O codzienności dwojga ludzi, bo nie jest to wyłącznie film o Patersonie (z miasta Paterson), ale i o Laurze, jego żonie... Każde z nich jest artystą, mającym swoją własną sferę twórczego wyrazu. Dla niego jest to słowo - poezja, dla niej czarno-białe i typowo kobiece szaleństwo w ozdabianiu siebie, domu, wypieków... Można zresztą ten czarno-biały kod czytać symbolicznie.
W filmie jest przy tym znacznie więcej symboli - przyszło mi teraz na myśl, że wiele z nich nawiązuje do dualnej natury świata - jak choćby bliźniaki, które od snu opowiedzianego przez Laurę pierwszego dnia pojawiają się, aż do piątku? (choć być może i do niedzieli - pewna nie jestem, łatwo było przeoczyć ten element, pośród wielu innych, które chłonie się, w tym ascetycznym obrazie).

Jest więc opowieść o wyrazie twórczych dusz, ale i o codzienności dwojga ludzi będących zarówno w silnym i wyjątkowo bliskim (pod względem duchowym znów) związku, ale i o ich osobności, bo samotność byłaby tu zbyt mocnym określeniem. Stanowią oni osobne, skończone jednostki. W filmie zostało to bardzo pięknie ukazane, podobnie jak ich prawie mistyczna jedność, gdy codziennie rano budzą się przy sobie, razem, tulą, on ją całuje, ona jego głaszcze, opowiada sen, on przesuwa kosmyk włosów z jej twarzy...  jest w tym czułość, jakiej doświadczać mogą - tak uważam - tylko pary bardzo głęboko związane, bardzo się kochające, będące ze sobą w jedności, choćby przez te kilka porannych chwil... To wystarczy... Przy tym przepiękna gra świateł i muzyka... Naprawdę warto, choćby dla tych siedmiu kadrów film zobaczyć.

Ale jest w nim oczywiście znacznie więcej... Jest poezja. Głównie poezja Williama Carlosa Williamsa:

Chcę ci tylko powiedzieć że

zjadłem
te śliwki
które były w
lodówce

i które
chciałaś pewnie
zachować
na śniadanie

Nie gniewaj się
tak mi smakowały
były takie słodkie
i zimne


/William Carlos Williams/

To ulubiony wiersz Laury... Jest również poezja codzienności, poezja niecodzienności, poezja spotkań... - ta ostatnia dla mnie najbardziej urzekająca... Zwłaszcza spotkania poetów (a są takie aż dwa: z młodą poetką (mającą siostrę bliźniaczkę i japońskim poetą wędrującym śladami wielkich).

Jest też w filmie buddyzm, a może nawet zen. Zen codziennego życia i przebudzenie na końcu filmu.

Jest dojrzewanie...

Jest złożoność relacji, gdyż codzienność Laury i Patersona nie jest tak oczywiście kryształowa, jakby te wspólne poranki mogły wskazywać, ale jest głęboka akceptacja i pragnienie zrozumienia.

Jest wreszcie holograficzne spojrzenie zarówno na człowieka jako element większej całości (miasta), jak i na człowieka, w którym mieści się cała złożoność świata (miasto)... bardzo, bardzo to piękne i bliskie mi... Dawno temu, właśnie od tego wyszłam... - choć od tamtego momentu poplątałam drogi :).

Więcej nie opowiadam... Zachęcam by filmu poszukać i obejrzeć!!! Naprawdę bardzo warto...



Scenariusz i reżyseria: Jim Jarmusch
W rolach głównych:
Adam Driver jako Paterson
Golshifteh Farahani jako Laura
Barry Shabaka Henley jako Doc
Method Man jako Method Man
Chasten Harmon jako Marie
William Jackson Harper jako Everett
Masatoshi Nagase jako Japoński poeta
Kara Hayward    jako    Uczennica

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)