Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzisiaj jest dzień prezentów

piątek, 7 kwietnia 2017

Moja wersja

Ta wersja jest prosta. Prosta ścieżka. Jest tylko jedno życie. Załóżmy, w każdym razie,  że jedno, którego jestem świadoma. Jest tylko ta chwila. Nie będzie innego dzisiaj. Teraz się właśnie dzieje.


W książce, którą niedawno skończyłam czytać i o której jest tu: Wołanie z końca świata, było napisane, że wybieramy sobie emocje..., a może to było w Zwierciadle? Nie pamiętam... W każdym razie, jak to jest? Wybieramy z czym się utożsamiamy, na jaki stan się godzimy w sobie. Na smutek, może rozpacz nawet... Albo na radość zbudowaną z tych krótkich chwil, błysków? Dlaczego wybieram to lub to? Dziś smutek, jutro radość?

Życie jest zbyt krótkie, by czekać. Wiem, wiem... czekanie jest konieczne, jest elementem nieodłącznym i też gdzieś kiedyś czytałam, że umiejętność odraczania przyjemności, a więc i czekania na nią, wynosi się z przedszkola... Nadrabiam zaległości... Cały poprzedni rok, a także rok 2014  i '15 były dla mnie lekcją czekania. Nauką odraczania też. I czuję się zniechęcona. Nic się nie zmieniło w moim odczuwaniu, w żalu, gdy nie dzieje się coś, co wedle wszelkich znaków magicznych i częściowo zdroworozsądkowych powinno się według mnie zadziać.


Jest inny scenariusz, do którego nie mam dostępu, choć bardzo się staram nie potrafię go zmienić. Być może nie da się go zmienić. I to jest kolejna rzecz, której się uczę od kilku lat - że nie wszystko zależy ode mnie, nie wszystko co dotyczy mnie, zależy ode mnie. Czasem jedynym wyjściem by zmienić scenariusz, jest przestać grać według jego zapisów... Czy to możliwe? Wydawałoby się, że tak, a jednak nie.

Ja wiem, że trochę tu chaotycznie, bo i o wybieraniu emocji i o tym, że istnieje tylko to co jest teraz, i o tym, że może ścieżka jest już rozpisana i nam się tylko wydaje, że mamy jakiś wybór?...


Wrzucam sobie, wam, nam te tematy. I wracam do pracy. Wczoraj pobyłam w bezdennym smutku, dziś czuję się odświeżona jak po deszczu, choć przemoknięta i zziębnięta. Z jednej strony czuję, że nie mam czasu, że czas jaki mi pozostał kurczy się z każdą chwilą, z drugiej pozwalam sobie by przeżyć bez ponaglania swój smutek, ale i by nie działać - nie tylko dlatego, że skończyły mi się pomysły na działanie...


2 komentarze:

  1. Bardzo boleśnie przekonałam się,że niewielki mam wpływ na to co się dzieje ze mną czy wokół mnie-dotyczy to najblizszych.Zaczynam wierzyć w przeznaczenie zapisane w gwiazdach i nieuchronność losu nam przypisanego. Carpe diem,bo kto z nas wie,co spotka go jutro?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie... :/ ja jakoś dotąd uważałam, że jednak mam wpływ, a chyba nie do końca... jakiś może też, ale pewien determinizm również musi istnieć... wszystko jedno, czy wynikający z układu planet, czy z genów, czy Opatrzności...

      Usuń

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)