Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzień przypływu dobrostanu, miłości i piękna we wszystkich sferach życia

wtorek, 24 lipca 2012

Filmowy weekend

Jeszcze nie dobiegł końca, ale ponieważ są tu 3 filmy do zasygnalizowania już, to czwarty (zaplanowany na późniejszy wieczór) pojawi się później ;).

Jak zostać królem.


"W jednej ze scen król Jerzy V (Gambon) powiada do syna, Alberta (Firth): To diabelskie urządzenie wszystko zmieni. Dawniej król musiał jedynie wyglądać dobrze w mundurze i trzymać się prosto w siodle. Dziś wchodzimy ludziom do domów i spoufalamy się z nimi. Nasza rodzina została sprowadzona do najpodlejszej profesji świata. Zostaliśmy aktorami!

Wspomnianym przez monarchę szatańskim wynalazkiem jest, oczywiście, radio. Jego pojawienie się w domach Brytyjczyków zwiastuje nadejście epoki medialnej, która przemieni władcę z pomazańca bożego i pasterza narodu w celebrytę. A celebryta nie ma prawa popełniać błędów. Musi być charyzmatyczny, pewny siebie i perfekcyjny pod każdym względem. Jeśli okaże słabość, poddani mogą pomyśleć, że nie zasługuje na koronę.

Albert nigdy nie chciał zasiąść na tronie. Już od dzieciństwa wpajano mu, że nie dorównuje starszemu bratu, Edwardowi (Pearce), z łatwością zdobywającemu sympatię otoczenia. Bohater był brzydkim kaczątkiem, które w dodatku cierpiało na pewną paskudną przypadłość: jąkanie się. Gdy jednak Edward zrzeknie się władzy, aby móc wziąć ślub z amerykańską rozwódką, Albert będzie musiał zostać królem i pokonać swoje ograniczenia. Pomoże mu w tym pewien ekscentryczny logopeda Lionel Logue (Rush).

Scenariusz pióra Davida Seidlera mógłby równie dobrze stanowić podstawę przedstawienia teatralnego. Choć "Jak zostać królem" jest dramatem kostiumowym, na ekranie brakuje charakterystycznych dla tego gatunku rozmachu realizacyjnego oraz barokowego przepychu. Twórcy skupiają się głównie na relacjach łączących Alberta i Logue'a. Jeden jest cholerykiem, który nie jąka się tylko wtedy, gdy przeklina. Drugi to niespełniony aktor kpiący na całego z dworskiej etykiety. Logue mówi do żony: Ten gość mógłby być kimś wspaniałym, ale opiera mi się. W odpowiedzi słyszy: Może nie chce być wspaniały? Może ty tego chcesz? Nietrudno odnieść wrażenie, że walcząc z kalectwem króla, Logue próbuje zrekompensować własne niepowodzenia zawodowe. Skoro nie mógł zostać wielkim aktorem, to sprawi, że kto inny będzie wybitnym monarchą.

Gdyby "Jak zostać królem" wystawiano na scenie, widz nie miałby szans, aby w pełni rozkoszować się grą Colina Firtha. Kiedy Albert próbuje wygłosić przemówienie do narodu, sama jego twarz staje się polem niesamowitego spektaklu. Znajdująca się blisko bohatera kamera rejestruje ruch każdego mięśnia, każdy grymas i zmarszczkę. Czy przerażonemu królowi uda się powiedzieć wszystko bez zająknięcia? Czy przebrnie przez trudne do wymówienia słowa? Czy okaże się wiarygodny dla poddanych? Napięcie, jakie udało się Firthowi stworzyć na ekranie, godne jest Oscara.
Prócz doskonałego aktorstwa, film Toma Hoopera oferuje widzom stylową (choć nieco staroświecką) realizację, dowcipne dialogi oraz budujące przesłanie. Propozycja nie do pogardzenia. " FilmWeb - Łukasz Muszyński

Film piękny, poważny, refleksyjny, ale i rozśmieszający chwilami. Polecam. Dobre, pewne kino dla każdego.

Z tobą i przeciw tobie
"(...) Na poziomie samego pomysłu "Z tobą i przeciw tobie" jest filmem niezwykle interesującym. Próbuje bowiem zrozumieć jedno z najbardziej paradoksalnych zjawisk ludzkiej psychiki, czyli syndrom sztokholmski. Niestety przejście od pomysłu do realizacji nie udało się. Decyzja o połowicznie retrospektywnej formie okazała się zupełnie nietrafiona, co źle ustawiło całą narrację. Poszczególne sceny mają z kolei zbyt sceniczny charakter. Sprawiają wrażenie odgrywanego dramatu, a nie czegoś, co mogłoby się wydarzyć naprawdę. Reżyserka zresztą poza ogólną ideą chyba nie posiadała nic więcej i kiedy zasiadła do pracy, nie miała czym zapełnić stronic scenariusza. Pewnie dlatego, choć nie jest to długi film, sprawia wrażenie wymęczonego, przeciągniętego ponad miarę. Gdyby wycięto z niego koło 30 minut, powstałby znakomity średni metraż.

Na szczęście dla widzów aktorska para Kristin Scott Thomas i Pio Marmaï wypada bardzo dobrze.Thomas jak zwykle zawłaszcza przestrzeń filmową dla siebie, ale Marmaï nie daje się zepchnąć na drugi plan. Tworzy to dość specyficzną dynamikę między postaciami, przez co całość nabiera życia, egzystując w rzeczywistości równoległej do tej, którą próbuje narzucić reżyserka. To za sprawąThomas i Marmaïa film nie jest stratą czasu." /FilmWeb - Marcin Pietrzyk/

ale prawie..., ciężki film... dobra gra i dobra kamera... przyćmiewające samą fabułę.


Pogorzelisko

"Nie ma bardziej przerażających historii niż konflikty wewnątrzpaństwowe, wojny domowe, gdzie sąsiad staje przeciwko sąsiadowi. W takich warunkach tragedie namnażają się, jak wirusy, a cierpienia, jakich dostarczają, przenoszą się na kolejne pokolenia. Tak stało się z Libanem, kiedyś perłą Bliskiego Wschodu, dziś pogorzeliskiem, pełnym broczących krwią ran.

Nawal Marwan pochodziła z chrześcijańskiej rodziny mieszkającej na południu Libanu. Popełniła mezalians i zakochała się w palestyńskim uchodźcy. Jej ukochany został zabity, ona ledwo uniknęła śmierci. Ta miłość, jak w antycznej tragedii, stała się początkiem drogi przez piekło. Już wkrótce bowiem Liban zamienił się w arenę zmagań wojennych, a Nawal, szukając swego zaginionego syna, trafia w sam środek zdarzeń.

O swoim losie kobieta milczała przez wiele, wiele lat. Dwójka jej dzieci, bliźnięta Jeanne i Simon, zostanie zmuszona do odkrywania prawdy o matce, kiedy ta zostanie złożona do grobu, a oni pozostaną z zaskakującym testamentem do wykonania. Dla nich również będzie to podróż przez piekło, która przekreśli wszystko, co wiedzą o sobie i swoim życiu. Choć dotknie ich ledwie echo cierpień matki, z trudem wytrzymają świadomość prawdy. Ta bowiem boli. O wyzwoleniu nie ma mowy, no chyba że jest się trupem.

Denis Villeneuve pozytywnie zaskoczył mnie tym filmem. Tragedia, o której opowiada byłaby szokująca nawet w telenoweli, w kinie robi zaś piorunujące wrażenie, zwłaszcza kiedy zostaje tak opowiedziana."Pogorzelisko" jest jak przekładaniec. Na przemian pojawiają się fragmenty historii Nawal i jej dzieci. Powoli, krok po kroku odkrywamy bezmiar bólu, krzywdy i tęsknoty. Villeneuve tak sprytnie wszystko prezentuje, że widz z trudem może pozostać obojętny na rozgrywającą się na jego oczach tragedię. Do tego wszystkiego narracja reżysera jest dość chłodna, bezosobowa, co jeszcze bardziej eksponuje ból bohaterów.

Na szczególne uznanie zasługuje Lubna Azabal, którą mogliśmy oglądać czy to w "Exils" czy w"Paradise Now". U Villeneuve'a gra głównie twarzą, ale za to jak! Te skupione, wypełnione tęsknotą oczy przewiercają widza na wylot. Mocna kreacja w bardzo dobrze napisanej roli. Brawo. /FilmWeb - Marcin Pietrzyk/

Bardzo interesujący film pod wieloma względami. Zaskakujący scenariusz, dobra gra aktorów, kontekst historyczny, religijny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)