Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzień spokojnej radości :)

wtorek, 24 lipca 2012

Odgłosy robaków - zapiski mumii

"Myśliwy polujący na króliki odkrywa w lesie zmumifikowane ciało 40-letniego mężczyzny. Lekarze twierdzą, że zgon nastąpił około stu dni wcześniej. Zmarły prowadził dziennik, z którego możemy odtworzyć ostatnie dwa miesiące jego życia.
Pod koniec sierpnia udał się w góry, które kiedyś odwiedził jako student. Zachwycony ich dostojnym pięknem, pomyślał, że to idealne miejsce na śmierć. Po kilkunastu latach zjawia się tu ponownie. Notuje: „w plecaku mam wszystko, co potrzebne do samobójstwa”. Nie zamierza się wieszać ani skakać ze skały. Wybrawszy ustronne miejsce, z folii i gałęzi buduje namiot, w którym postanawia zagłodzić się na śmierć. Ma ze sobą kilka książek (Beckett, Dante), trochę lekarstw przeciwbólowych, kilka świec i radio. Pije wyłącznie wodę deszczową.
Nie dowiadujemy się wiele o motywach jego decyzji." - Empik

Bardzo krytyczna opinia za FilWeb-em:
"
"Uczta filmowa" na pewno nie jest pierwszym określeniem nasuwającym się po obejrzeniu tego filmu. "Odgłosy robaków, zapiski mumii" odtwarzają historię człowieka, który wyjechał na odludzie, na leśne mokradła, z zamiarem popełnienia samobójstwa. Jednak wybrał mało popularną i wymagającą wytrwałości metodę: postanowił się zagłodzić. Nie jeść nic, pić deszczówkę, leżąc w śpiworze pod plastikową płachtą i słuchając radia. Nas, widzów, uczyniono świadkami tego długotrwałego (ponad miesiąc!) procesu umierania. A właściwie – świadkami post mortem. Bowiem na samym początku filmu dowiadujemy się, że bohater osiągnie swój cel (a jego zwłoki w niewyjaśniony sposób ulegną mumifikacji). Cała sekwencja zdarzeń-nie-zdarzeń zostaje przywołana na ekranie poprzez notatki pozostawione przez bohatera.

Szwajcarski reżyser, Peter Liechti, bardzo odważnie wybrał środki do opowiedzenie tej historii zawieszenia na granicy życia i śmierci, doczesności i wieczności, przemiany ciała i umysłu. Konsekwentnie pokazuje nam detale lasu z otoczenia umierającego, z rzadka tylko robiąc przebitki na tętniące życiem, ale bezosobowe miasto. Przemyślenia "mumii" są wygłaszane przez narratora, natomiast postać głównego bohatera ani razu w trakcie głównej opowieści nie pojawia się w kadrze. Komentarz z offu miesza sprawy metafizyki z fizjologicznymi. Refleksje o muzyce poważnej pojawiają się tu obok pomysłów, jak odprowadzać mocz ze śpiwora, gdy nie ma się już siły wstawać. Z czasem uwagi o dojmującym głodzie zamieniają się w zwierzenia o halucynacjach, snach z jedzeniem w roli głównej (choć i tak pozostają nad wyraz trzeźwe i nie stają się majaczeniem, co byłoby wiarygodniejsze). Krople deszczu miarowo uderzają o plastikową płachtę, światło odbija się pomiędzy liśćmi – w tych ujęciach kamera sprawia wrażenie sugestywnej, ale zaraz potem "odlatuje" gdzieś w korony drzew, jakby to już dusza umierającego przejmowała kontrolę nad jego słabnącym ciałem.

Wydawałoby się – doskonała filmowa medytacja. Jednak czegoś tu brakuje: jakby mimo olbrzymiej chęci reżysera, by pokazać coś głębszego, coś o wartości życia, miałkości współczesnego świata, który w pośpiechu, skupiony na bieżących sprawach, zapomniał o najważniejszym (tylko o czym?), nic takiego nie udało się przenieść do filmu. Za minimalistycznym obrazem, który w domyśle ma przywoływać liczne znaczenia, akurat w tym przypadku niewiele się kryje.

Ale dlaczego właściwie ten film to dokument? Granice gatunku wciąż się poszerzają i dziś już nikt nie ma wątpliwości, że fabularyzowane wstawki nie dyskwalifikują filmu w tej kategorii. Ba, nawet animowane arcydzieło "Walc z Bashirem" bez wątpienia jest jednocześnie dokumentem. Sprawa nie jest tak prosta w przypadku "Odgłosów robaków...". Tutaj nie tylko obraz jest odtworzony, również materiał wyjściowy nie do końca został zaczerpnięty z rzeczywistości. To niby-adaptacja opowiadania, które, owszem, zostało oparte na faktach, jednak potem te fakty literacko przetworzyło. Zatem czemu, dajmy na to, "Niebezpiecznych związków" mielibyśmy nie nazwać dokumentem?

Ale mniejsza o klasyfikacje, dobry film broni się poza nimi. Natomiast "Odgłosy robaków...", mimo ciekawej formy, nie wychodzą zbytnio poza rozważania z pamiętnika ogarniętego bólem istnienia nastolatka.

Jeśli ktoś lubi eksperymenty, niekoniecznie udane, to na pewno będzie zadowolony, że obejrzał tę pozycję filmową. Jedyne zastrzeżenie: przed filmem powinno znaleźć się ostrzeżenie na wzór tych dotyczących limitów wiekowych: Nie oglądać z pustym żołądkiem. Bo wówczas wyznania mumii będą wyłącznie drażnić, a nie pobudzać do przemyśleń o sensie istnienia.
"
(pogrubienie dodane przeze mnie).

"(...)
Dużym plusem, przynajmniej w moim odczuciu, jest sama postać samobójcy. Nie znamy jego motywacji, nie znamy jego twarzy, wieku, przebiegu życia. Wymienione czynniki sprawiają, że ciężko w jakikolwiek sposób zidentyfikować się z umierającym mężczyzną. Co więcej, im film trwa dłużej, tym większą odrazę czuję się do bohatera. Ot, najnormalniejszy egoista przekonany o ogromie własnej inteligencji postanawia skończyć ze światem, który nie potrafi zapewnić mu szczęśliwej egzystencji. Brak mu sił, by poprawić konstrukcję namiotu, rozprostować kości, zebrać chrust na ognisko, ale determinacja pozwala mu na napisanie kolejnej notatki, czy skupienie się nad stylistyczną wspaniałością dantejskiego piekła. Szalenie nieprawdopodobne, a jeśli już to skrajnie snobistyczne. Taka postawa wręcz krzyczy – znajdźcie moje zwłoki, ubolewajcie nad losem inteligentnej jednostki, przeczytajcie moje zapiski. To właśnie ostatni punkt wyliczanki mówi o „mumii” najwięcej – chciał umrzeć, ale nie chciał zostać zapomniany lub inaczej – chciał być zauważany za życia, ale jego kreatywność uniemożliwiała mu osiągnięcie tego celu w normalny sposób.
(...)" za film.org.pl: Filip Jalowski - FIDEL | Klub Miłośników Filmu, 22 października 2009

1 komentarz:

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)