Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzień dobrych wiadomości :)

sobota, 8 lipca 2017

Tatry znów z Gosią - Kozi Wierch jeszcze musi poczekać...

Jak to było miesiąc temu pisałam TUTAJ, a tym razem? Inaczej... :)



Przede wszystkim jechałyśmy na półtorej dnia, a nie dwa i ciut, do chodzenia po górach miałyśmy tylko piątek...
W drodze do wstąpiłyśmy do bacówki po oscypki:


Po południu zwiedzaliśmy (my - czyli Gosia, Przemek - syn Gosi, Krystian - drugi syn Gosi i ja) Krupówki ;) pozując na tle Śpiącego Rycerza:
fot. Gosia M.

Na miejsce dotarliśmy pod wieczór, przed zachodem słońca, zaczynało się robić fantastyczne światło, więc po szybkim przepytaniu współmieszkańców zebraliśmy się i pojechaliśmy podziwiać :). Zdjęcia na fotoblogu. Tutaj jeszcze kilka z tel. i nie tylko ;)

To już rodzinna pasja - fotografowanie:


Krystian i słońce :D

Ja po prostu:


Ja z Gosią (fot. Przemek)

Delfinek ;) 

Gosia i Krystian:

Ich troje ;)

Dokumentacja ;)

Sesja ze snopkiem (foto: Małgosia): 



Jeszcze raz Krystian, tym razem aparatem foto, nie komórką:

I po powrocie :D

Nieopodal na  gnieździe siedziała Pani Bocianowa z młodymi, mieliśmy sporo zabawy z wymyślania powodów oddelegowania Pana Bociana na dach ;)...
Zjedliśmy pistacje i poszliśmy spać, żeby zaraz z rana (pobudka o 4.30) wyruszyć na zdobycie Koziego Wierchu.


Prognozy pogody z czwartku zapowiadały burze ok, 14, więc  spokojnie wyruszyliśmy:


Śmiejąc się:

I rozmawiając:

W kierunku Doliny Pięciu Stawów, przez Siklawę (trwa dyskusja, czy wymawia się s-i-k-l-a-w-a, czy może si-k-l-a-w-a, może ktoś wie?)...

Minęliśmy schronisko i od razu poszliśmy na Kozi, była 8.30, po drodze spytaliśmy jednak mijanych turystów, czy mają jakieś informacje o pogodzie - ponoć załamanie pogody przesunęło się na okolice  godziny 12 - to nadal było jeszcze sporo zapasu, żeby wyjść na szczyt i zejść do Doliny...

Po drodze mijaliśmy przepiękne Mariuszanki (nazwa zwyczajowa, nieprzypadkowa), które pierwszy raz zachwyciły mnie na Babiej Górze.

 
Ciekawostką jest, że kwiat, który tak polubiłam to wersja przekwitnięta żółto kwitnącej roślinki podobnej do kaczeńca... - na zdjęciu poniżej obie fazy kwitnienia (a może ten rozczochrany kwiatuszek, to już owoc?)

Szliśmy dzielnie przystając na fotografowanie :)

I podziwianie widoków :D

;) robienie min
 fot. Małgosia

I znów fotografowanie i podziwianie:

 fot. Małgosia

a było co:

Schodząca w dół para  turystów ostrzegła nas przed zbliżającym się deszczem..., ponoć załamanie pogody przesunęło się z 12, na 11, a nawet 10, a tuż przed 10 było - nie mieliśmy odwagi ryzykować, więc i tym razem obeszliśmy się smakiem... i tuż pod szczytem zawróciliśmy... Szkoda, naprawdę niewiele zostało. Szliśmy jednak nie dla "zaliczenia" szczytu, ale by móc podziwiać z góry widoki, a tam chmury jedynie, widoczność zerowa..., a deszcz tuż tuż. Kozi musi jeszcze  poczekać ;).

A zmokliśmy i tak ;)...


I Mariuszanki też zmokły:

Na koniec jeszcze zdjęcie Kota Podróżnika tym razem nad Pierwszym Stawem z Doliny Pięciu ;)

dla przypomnienia tak mu było prawie miesiąc temu nad Morskim Okiem:

I tak to było w Tatrach tym razem :)... Zdjęcia z drugiego dnia tatrzańskiego na fotoblogu.

3 komentarze:

  1. Lucynka, ten rozczochrany kwiatek to sasanka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Sasanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :)... ja i tak wolę swoją nazwę :D... U nas się mówiło jeszcze "jaskry", rośnie ich dużo po lasach :), ale w tej wersji żółtej... Sasanka kojarzyła mi się raczej z fioletowymi kwiatuszkami.

      Usuń

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)