Spotkania - album haig

Spotkania - album haig z Mariuszem Wysłychem
           

Dzisiaj jest WYJĄTKOWY dzień!


Dzień spokojnej radości :)

wtorek, 24 lipca 2012

Tożsamość

Znowu film:




O takich filmach jak "Tożsamość" można powiedzieć, że płynie przez nie prąd dwufazowy. Z jednej strony widz czuje się coraz bardziej zaangażowany w rozwój wydarzeń i z przejęcia ściska poręcze fotela. Z drugiej z niepokojem czeka na wielki finał, by przekonać się, jak też twórcom udało się rozwiązać skomplikowany fabularny supeł. Ujawnienie tajemnicy przynosi, niestety, spore rozczarowanie – okazuje się bowiem, że w scenariuszu jest więcej dziur niż w ciałach osób potraktowanych na ekranie ołowiem. Co jednak zrobić z poprzedzającymi zakończenie 90 minutami bardzo dobrego filmu? Nie można ich przecież zignorować!

Fabularny zapalnik "Tożsamości" przypomina ten z "Frantica". Amerykański lekarz Martin Harris przybywa wraz z żoną do jednej z europejskich stolic (u Polańskiego mieliśmy Paryż, tutaj – Berlin), by wziąć udział w naukowej konferencji. W hotelu bohater odkrywa, że na lotnisku została jedna z jego walizek. Dalej film Colleta-Serry biegnie już własnym torem. Wyprawa po walizkę kończy się feralnie – taksówka, którą jedzie lekarz, wpada do rzeki. Cięcie. Mężczyzna budzi się w szpitalu. Lekarz informuje go, że wypadek mógł poważnie wpłynąć na pracę jego mózgu. Harris powinien się więc liczyć z amnezją, urojeniami bądź też niespodziewanymi utratami przytomności. Niezrażony Amerykanin opuszcza szpital i podąża do hotelu, w którym miał się zameldować. Na miejscu Harrisa czeka przykra niespodzianka: żona z uporem twierdzi, że go nie poznaje. W dodatku u jej boku stoi obcy mężczyzna podający się za... Martina Harrisa.

Collet-Serra potrafi w intrygujący sposób zawiązać akcję, a potem metodycznie dociskać gaz do dechy. W jego filmie nie brakuje bójek, strzelanin i pościgów samochodowych, sprzężonych w mocarny klincz. Razem stanowiłyby one jednak niewiele więcej niż tylko wzmacniacz trawienia popcornu, gdyby nie miasto, w którym rozgrywa się historia. Zabłocony Berlin, gdzie luksusowe hotele sąsiadują z obskurnymi przejściami podziemnymi, mieszkankami z dykty i podejrzanymi klubami, jest takim samym bohaterem "Tożsamości" jak nieszczęsny Martin Harris. Stolica Niemiec dostarcza fabule drobnych smaczków jak na przykład pomagający bohaterowi były agent STASI, który pomimo wyglądu niepozornego emeryta posiada doskonałe umiejętności wywiadowcze. Z kolei w najzabawniejszej scenie filmu afrykański taksówkarz tłumaczy na angielski swojego szefa, roztytego Niemca, oskarżającego imigrantów o psucie jego Vaterlandu.

Wcielający się w Harrisa Liam Neeson idealnie nadaje się do grania ofiary hitchcockowskiej intrygi. Jego zachrypnięty głos i twarz, z której bije niezłomność, przebiłyby pewnie berliński mur, gdyby jeszcze istniał. Z tym facetem nie ma żartów.

Recenzja za FilmWeb.
- się z nią zgadzam :)... Liam Neeson świetny!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj na blogu Foki Wysokogórskiej :)

Jestem niewinna

Jestem niewinna - zapraszam do zapoznania się z książką:)